Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weranda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weranda. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2015

Dobry poranek


Witam słonecznie!
Dzisiaj obudziło mnie słońce swobodnie wpadające do sypialni,
która czeka na powieszenie zasłonek po wiosennych porządkach.
Dobra wiadomość płynąca z telewizora:
będzie ciepło!

Cóż więcej potrzeba, żeby dobrze zacząć dzień?
Może tylko kawka, kromka swojskiego chleba z miodem
i ulubiona "Weranda Country".


Chociaż ukazał się już nowy, kwietniowy numer,
wciąż wracam do marcowego wydania i zachwycam się
tradycyjnym, holenderskim domem urządzonym przez Nadine.
Młodziutka dziewczyna tchnęła w stary dom nowe życie.
Podziwiam oryginalność i lekkość, z jaką urządziła wnętrza.
Połączenie tradycyjnych elementów stylu gustawiańskiego, 
np. smuiger, czyli kaflowy kominek, zegar zrobiony
 na wzór słynnego Mora, stół zbity z desek znalezionych w szopie, 
własnoręcznie zrobione lampy. 


A wszystko dziewczęce, niebanalne, niewymuszone,
 nieprzesadzone i bardzo, bardzo oryginalne.
Fotografie wnętrz są jak akwarele, które mam ochotę powiesić na ścianie :)


Kto lubi wnętrza, w których nie ma kompletów mebli,
pełne przedmiotów vintage, z pewnością doceni również ten holenderski domek. 



Miłego dnia!
Pozdrawiam

marta



piątek, 6 czerwca 2014

Nigdy dość!


Witam serdecznie!

Truskawkowy sezon w pełni 
i mam wrażenie, że dzień bez truskawek, to dzień stracony :)
Trzeba korzystać, bo niedługo się skończą.
Serwuję zatem koktajl truskawkowy, ciasto z truskawkami, tartę truskawkową,
a dzisiaj sernik na zimno z truskawkami :)

Ten ostatni polecam na nadchodzący, upalny weekend.
Jest prosty do wykonania i pyszny!


Truskawkowe ciasta regularnie goszczą u nas na stole w tym okresie.
 Jedną z propozycji była różowa tarta, na którą przepis podawałam



Przepis znalazłam w czerwcowej "Werandzie". Jak oni wiedzą co mi smakuje ;)

Sernik malinowo - truskawkowy

Weź: 
2000 g. ciastek owsianych
1/3 kostki masła
opakowanie galaretki truskawkowej
opakowanie galaretki malinowej
szklankę śmietany kremówki
3 opakowania serka homogenizowanego o smaku malinowym (ok. 500 g.)
3 łyżki cukru pudru
szklankę malin
pół szklanki truskawek
świeże maliny do dekoracji

Ciastka drobno pokrusz, wymieszaj z roztopionym masłem 
i wyłóż nimi spód tortownicy o średnicy 26 cm. 
Wstaw na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. 
Wyjmij i ostudź. 
Każdą galaretkę rozpuść w szklance gorącej wody. 
Śmietanę ubij sztywno, 
wymieszaj z serkiem malinowym i cukrem pudrem. 
Wlej tężejącą galaretkę truskawkową, 
dodaj maliny i truskawki, zmiksuj na gładko.
Wyłóż masę na podpieczony spód i wstaw do lodówki na 10 minut. 
Wyjmij i polej wierzch galaretką malinową
 i udekoruj świeżymi owocami. 
Wstaw do lodówki na dwie godziny.

Smacznego!

Oczywiście w swoim cieście co nieco pozmieniałam. Nie było w nim malin, 
a jedną z galaretek zamieniłam na smak owoców leśnych.
I nadal jest pyszne!


I tak wyszedł podwieczorek w stylu angielskim na tarasie 
w stylu skandynawskim, czyt. pustym ;)
Nad urządzeniem kąta wypoczynkowego jeszcze pracujemy.
Niedawno pojawiła się popielata zapora przed wścibską sąsiadką ;)
Przeciśnie się przez każdą dziurę!
I choć uwielbiam, kiedy nas odwiedza, to chronię rabatki.
Tak, tak to suczka, labradorka :)

Myślę o powieszeniu jakiś kwiatków, może coś podpowiecie?
Obecnie zostały wsadzone tutaj dwie, ozdobne jabłonki, 
które będą rodzić małe, żółte jabłuszka.
Chciałabym zachować kolorystyczną dyscyplinę: zieleń i biel, 
ale wiadomo, jak to ze mną jest ;)
Uzależnienie od kolorów!

Moim ideałem jest ten taras

Zachęcam przy okazji do obejrzenia moich inspiracji ogrodowych
 i nie tylko na pintereście.
Jest tam wszystko, co mi się podoba!
Wejście po prawej stronie bloga :)


Mam do Was również pytanie:
czy ktoś wie, gdzie można kupić kabel z żarówkami w osłonkach?
Myślę, żeby rozwiesić taki świecący sznur na płocie.




Życzę Wam miłego, wesołego i smacznego weekendu,
a sernik serdecznie polecam także tym, którzy nie lubią piec.
Minimum wysiłku a miny próbujących bezcenne ;)


Buziaki!

marta


środa, 11 września 2013

A mnie jest szkoda lata...


Witam serdecznie!

Chociaż na pogodę do tej pory nie mogliśmy raczej narzekać,
a jesień kojarzy się z ferią barw i smaków,
to jej nieuchronne nadejście wywołuje we mnie żal,
jak w piosence napisanej przez Emanuela Schlechtera:

"A mnie jest szkoda lata..."


Czego mi szkoda najbardziej?

Słońca! Bo niestety ostatnio jesień nie przypomina tej złotej,
a zimą płatki śniegu nie iskrzą się w słońcu.
Jest ponuro i ciemno....

"...Bo mnie jest szkoda lata i letnich złotych wspomnień,
Niech mówią: głupi, o mnie, a mnie jest żal.
Za oknem szaro, smutno, a jeszcze przed miesiącem
Pogoda, zieleń, słońce, naprawdę żal..."


Na werandzie spędzałam każdą wolną chwilę, tu piłam kawę, czytałam
 mrużyłam oczy w słońcu i rozmawiałam z gośćmi.
(Piszę w czasie przeszłym bo nadziei na cieplutki dzień już prawie nie mam).
Dwie donice to pamiątka z wakacji.
Tak, nawet pamiątki z podróży są dodatkami do wnętrz :)


Większą kupiłam w kwiaciarni jadąc na wakacje,
 drugą w drodze powrotnej :)


Tutaj królują hortensje. Od rodziny dostaliśmy również dwie duże donice, 
więc robi się coraz bardziej przyjemnie i kolorowo.


Ciasta piekłam niemal zawodowo ;)
w końcu jednak odkryłam nieskomplikowany deser "na szybko"
Bezy + bita śmietana z cukrem pudrem + borówki = pychota!
Znacznie ułatwiło mi to życie :)
Pamiętacie wersję Nigelli z granatem?


"...Bo mnie jest szkoda lata i ludzi żal, i nieba,
Po którym płyną smutne jesienne mgły..."


Mamy "widelcem mieszane".
Zawsze wychodzi ;)


Kolejna wakacyjna "pamiątka" - lampion z miseczką do wosku pachnącego.
Bardzo lubię zapachy. Teraz kiedy można je zatrzymać wewnątrz na dłużej,
częściej zapalam ten kominek.


Obecnie króluje tu słodka woń truskawkowego kremu, 
ale najbardziej lubię wosk o zapachu... świeżego prania.


I znów motyl zrobił sobie na mnie lądowisko :)
Tak było jeszcze w ten weekend!



"...Jesień, owszem, jest piękna, bogata, bardzo urozmaicona i pełna kolorów.

Ale gdzie, gdzie jesieni do lata, do lipcowych, sierpniowych wieczorów!
Już niedługo i zima przyleci, pełna śniegu, zawiei, zamieci.
A mnie w głowie poziomki i głupstwa, jakiś koncert i Wisła, i las..."

A Wy jak radzicie sobie z odejściem lata?

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia!




czwartek, 21 lutego 2013

Nowy? kolor...


Witajcie!

Kiedy myślałam, że wiosna już tuż, tuż, sypnęło śniegiem
 i zrobiło się naprawdę zimno.
Zostaję, więc w zawieszeniu, pozwalając sobie w dekoracjach na kilka wiosennych akcentów,
Nie będę jednak udawać, że jest już ciepło i szykować się do Świąt.

Niektóre z Was bezbłędnie rozwiązały zagadkę dotyczącą nowego koloru w kuchni, 
to: niebieski......


Niebieski i to nie w pastelowym odcieniu, przynajmniej nie teraz,
raczej bliżej mu do kobaltu....
Punktem wyjścia znów były zasłonki! 
Wyznaczyły nowe kolorystyczne tropy.
Parę drobiazgów w tym odcieniu też się w domu znalazło.


Lnianą, fioletową poduszkę dostałam na urodziny. Kolor mnie urzekł.
Nie mogę oderwać od niej wzroku ;)
W tle, na ścianie, ręcznie haftowana przez 
Babcię Zosię makatka.
W związku z próbami przytwierdzenia jej do ściany,
 została ona porządnie zniszczona,
konieczne więc będzie malowanie :)
Tak, tak, mówię to z uśmiechem, marzy mi się nowy kolor w kuchni!


Weranda Country z propozycjami pięknych, kwietnych kompozycji przywraca nadzieję, 
że wiosna jednak kiedyś nadejdzie :)


Ozdobne, ręcznie malowane talerzyki z naszymi inicjałami przyjechały z Asią z Sieny.
Kula przyturlała się do mnie w TK Maxxx.
G. powiedział,  że boi się kiedy tam wchodzę ;)


Wiktoriański kubek do herbaty z granatowymi jagodami mile tutaj widziany  ;)


 A w tle sprawcy całej zmiany: niebieskie zasłonki.
Policzyłam, że tylko jeden komplet kupiłam sama, resztę dostałam od Mamy.
I to ona jest motorem, (winowajczynią ;) tych zmian.
Zdradzę Wam, że na tym nie koniec, już dostałam następne ;)


Dobrze mi w tej nowej odsłonie. Kolor pięknie komponuje się z bielą za oknem.

Jeśli Jesteście zainteresowani, to zapraszam niebawem, pokażę pozostałe, kuchenne drobiazgi.
Zmieniając wystrój miałam jedną zasadę: nie kupuję niczego nowego,
czy udało mi się jej dotrzymać, a także małe DIY z udziałem mojej nowej, małej pasji, wkrótce.
Już teraz zapraszam!


Do zobaczenia!


poniedziałek, 8 października 2012

Jesienna aura


Witam wszystkich zmarzlaków!

Ja też próbuję przyzwyczaić się do nowych temperatur...
I zachłannie łapię każdy promień słońca. 
Lato oficjalnie pożegnałam ostatnią kawką na powietrzu...
chociaż... kto wie... może jeszcze będzie niejedna?


Czerwony, emaliowany dzbanek i dwa kubki do kompletu dostałam od mamy. 
Długo leżakował zanim doczekał się oficjalnej prezentacji ;) 
W domu pojawił się czerwony kolor w dawce dotąd niespotykanej!


Jabłonki, które reklamowały się tutaj nie rozczarowały. Owoce wysypują się z koszy i misek stając się główną, jesienną ozdobą domu :)


Miniaturowy, wiklinowy koszyk oraz prawdziwy druciak to zdobycze z targu staroci. 



Z RM mogłabym mieć wszystko! Jeśli nie mogę, cieszę się nawet serwetkami w pasy ;)
W tle coś na rozgrzewkę: malinowa nalewka w kolorze pięknej czerwieni... 
no i małe co nieco :)


Jesienną makatkę wyhaftowała przed laty moja babcia. Kiedyś wieszano ją na gwoździach, ja trenuję  przyklejanie na rzepy ;) 
Macie jakieś inne pomysły na bezinwazyjne przytwierdzenie czegoś do ściany?


Dłuższe wieczory sprzyjają łupaniu orzechów, jest ich u nas mnóstwo!


Dzisiaj wizyta na werandzie, ale niedługo pokażę, jak bardzo zmieniło się w środku oraz
 jaki kolor rozgrzewa mnie w chłodne dni.
Nowe kolory, małe nabytki, nowy-stary stolik, który zdążył już przejść metamorfozę, 
a także drobiazgi, które sprawiają, że każdego dnia cieszę się wchodząc rano do kuchni.
Dużo się zmieniło...
Jedno jest pewne: energii do zmian i renowacji mi nie brakuje! Na razie....

Dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze odnośnie stolika moich babć.
 Cieszę się, że tak wiele osób docenia stare, rodzinne pamiątki, 
nawet jeśli nie są one cennymi antykami.

Do zobaczenia!








sobota, 18 sierpnia 2012

Czasem słońce... częściej deszcz...



...  a najczęściej pochmurno....
ale i tak czuję lekki żal, że koniec urlopu zbliża się nieuchronnie.
Dziękuję za wszystkie miłe słowa, które dotarły do mnie, gdy zaczynałam swoje przepisowe ;) 
słodkie lenistwo. Pytacie czy zrealizowałam swoje plany? 
Prawie żadnego!!! 
Ale czy urlop jest po to, żeby z ołówkiem w ręku "odhaczać" pozycje z listy?...
Nieeee......


Celem nieustannie podejmowanych prób było wypicie kawy na werandzie, ale kiedy w końcu udało mi się rozłożyć poduchy na ławce i krzesłach, usiąść wygodnie i wystawić twarz do słońca, prawie zawsze wyganiał mnie deszcz lub wiatr, który nazwałam halnym ;)


Odwiedziliśmy kilka baaardzo miłych bliższych i dalszych miejsc. Zbliżyliśmy się do natury... a myślałam, że mieszkając na wsi jestem bardzo blisko niej ;)
(relacja niebawem)


Przede wszystkim jednak dom był prawie zawsze pełen bliskich ludzi, a i nas przyjmowano
niezwykle serdecznie :)


A kiedy pogoda wyganiała do domu,
cieszyłam się długimi wieczorami spędzanymi bez pośpiechu w dobrym towarzystwie ludzi, książek i ulubionej prasy.


Świecznik kupiłam jakiś czas temu na starociach za kilka złotych. Uzupełnił
pastelowy wystrój pokoju dziennego. Zdradzę Wam jednak, że już powoli zmieniam kolorystykę tego wnętrza. Zresztą w kuchni już też trochę namieszałam :)


Od wczoraj jestem podekscytowana zakupami na wielkim pchlim targu, na który wybraliśmy się  prawie z całą rodziną. Udało się nam znaleźć kilka bardzo fajnych rzeczy, które już znalazły swoje miejsce w domu.
Taki wnętrzarski dreszczyk emocji lubię najbardziej ;)



Lampę od Utki i Tomka :) przeniosłam ostatnio z sypialni i wzorem z Północy ustawiłam ją na parapecie.
  I zrobiło się jakoś tak bardziej nastrojowo...


Zmieniłam również kolor komody. Zajęło mi to trochę czasu, ale chyba było warto.
 Pokażę ją niebawem!

Pozdrawiam Wszystkich i szczerze zazdroszczę tym, którzy jeszcze mają urlop przed sobą....
Do zobaczenia!



czwartek, 9 sierpnia 2012

Borówkowy szał



Witam!!!!

Nigdy jeszcze nie zjadłam tyle borówek, ile w tym roku! Istny borówkowy szał... 
Najczęściej znajdują się w moim śniadanku. Płatki owsiane, jogurt naturalny i borówki to połączenie proste i pyszne. Dość słodkie by nie trzeba było dodawać cukru...


Niestety nie zbieram ich sama, jak czyni  to chociażby droga Leslie z bloga trouverlesoleil. Nakręciła nawet swój własny film na ten temat :) 


Widzicie tego ptaszka? Tak! To wymarzona ściereczka do kompletu z pokrowcem na czajnik, o którym pisałam tutaj i tutaj Dostałam ją od Beatki i Michała. Ja to mam szczęście :)


Borówki  znakomicie smakują też same. 


No i oczywiście w cieście! Musiało do tego dojść, chociaż się broniłam ;) 
Okazją do upieczenia tej pysznej tarty była wizyta przyjaciół.


Przepis pochodzi z ubiegłorocznego kalendarza Werandy

Tarta jogurtowa ;)

2 niepełne szklanki mąki
150 g masła
1/3 szklanki cukru
jajko
szczypta soli
 5 łyżeczek żelatyny
pół małego jogurtu
duży kubeczek śmietany 30%
szklanka cukru pudru
torebka cukru waniliowego
30 dag czerwonych porzeczek, borówek, jagód, malin

Do mąki dodać sól i kawałki zimnego masła. Posiekać nożem aż do powstania grudek. Dodać cukier i jajko. Szybko zagnieść, zrobić kulę, zwinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na pół godziny. Następnie rozwałkować i wylepić nim formę do tarty. Spód ponakłuwać widelcem. Piec ok 20 minut w 200 stopniach. Wystudzić. Owoce umyć, osuszyć. Śmietanę ubić na sztywno z cukrem pudrem i cukrem waniliowym (daję troszkę mniej cukru). Żelatynę namoczyć w kilku łyżkach zimnej wody. Odstawić na kilka minut. Gdy spęcznieje, podgrzewać na małym płomieniu, aż się rozpuści. Wymieszać z jogurtem i ostrożnie połączyć z bitą śmietaną i owocami. Tężejącą masę wlać na kruchy spód. Wstawić do lodówki n a 2-3 h.

Smacznego!


A Wy w jakiej postaci lubicie borówki najbardziej? 


Z nowym rokiem

                                                              Dzień dobry!     Stęskniłam się... za dłuższą myślą wyrażaną w tekstach ... do...