Słodko, zdrowo... czy to się wzajemnie nie wyklucza?
Nie, jeśli uznamy, że oprócz porcji witaminy C na nasze zdrowie wpłynie również świetlisty, słoneczny kolor tarty pomarańczowej, która doda nam energii w ten ponury dzień.
No i dobre samopoczucie, a to podstawa przy zachowaniu zdrowia :)
A wszystko za sprawą książki, która w końcu trafiła i do mnie.
Piszę: w końcu, bo już od dłuższego czasu się nią zachwycam i odwiedzam bloga kulinarnego
Ostatnio kolekcjonujący książki kucharskie G. kupił kilka "brakujących" pozycji, a wśród nich książkę Zosi: Przepisy na cztery pory roku.
Jako blogerka zdecydowanie wnętrzarska "łowię" pojawiające się na blogu kadry z Jej pięknego domu. Lubię ten kobiecy, romantyczny, a jednocześnie prosty i elegancki styl. Cieszę się, że wśród modnych ostatnio nowoczesnych, zgrzebnych stylizacji jedzenia, gdzie powtarzają się akcesoria użyte do ich przygotowania, tu znajdę także porcelanę i kryształ oraz tradycyjne wzory. I dosłownie każde zdjęcie, nawet to zimowe, rozgrzewa kolorami.
No, ale to książka kucharska, więc wypadało coś upiec.
Najbliżej mi do ciast, więc padło na tartę pomarańczową.
Czy zdetronizowała moją ulubioną tartę cytrynową?
Trudno stwierdzić, ale jest pyszna i łatwa w przygotowaniu, bo kremu nie trzeba zapiekać.
Jest nie tylko smaczna, ale też dobrze wygląda :)
Jest okazja do zrobienia kilku zdjęć w słonecznym klimacie.
Tym bardziej, że za oknem ponuro...
A Wy jak umilacie sobie szary poniedziałek?
Pozdrawiam serdecznie!
marta




