wtorek, 3 marca 2015

Skandynawskie dobra


Witam wszystkich ciepło!

Zima robi sobie z nas żarty, udaje że odpuszcza,
a potem powraca ze zdwojoną siłą.
Niech Was nie zwiedzie słońce za oknem.
Jest zimno, wietrznie...
wszystko co powoduje u mnie chandrę...


Lubię czasami wpaść do Duki, bo to jeden ze sklepów,
 które potrafią zaskoczyć asortymentem.
Ostatnio znalazłam tam naczynia, które skusiły mnie dużą przeceną.
Dwa liście, większy w kolorze wyblakłego granatu może służyć do podania przekąsek,
 słodyczy, a mniejszy to świetna miseczka na orzechy, rodzynki itp.


Adekwatnie do pogody, która trzyma nas w jakimś zawieszeniu
 pomiędzy porami roku, pokój przybrał barwy ochronne.
Jest delikatnie, eterycznie, a wszystko jakby spowite mgłą.
Tak, tak, w takim dziwnym jestem nastroju.
Czekam na jakiś wybuch kolorów, 
ale to jeszcze nie teraz...


W oknie zawisło piórko w ramce od Agnieszki.


I pojawiło się dużo, dużo niebieskości...


Jeśli po skandynawsku, to musi być też konik z Dalarna od Asi :)


A z kominka ulatnia się zapach, który jest obietnicą...
garden sweet pea.
No i przenoszę się w myślach do ogrodu, gdzie pachnie słodkim groszkiem :)


Uległam też szwedzkim pierniczkom ;)
Zostawię je dla gości, obiecuję!


I chociaż Skandynawia słynie z długich, mroźnych zim,
to tego akurat nie lubię.
Szczególnie, jeśli z utęsknieniem czekam na ciepłe dni i szeroko otwarte drzwi.



Pozostając w nostalgicznym nastroju pozdrawiam serdecznie!
Chandra ma jednak to do siebie, że przemija :)

marta

czwartek, 19 lutego 2015

Witamin nigdy nie za wiele - sernik z pomarańczą


Witamin nigdy nie za wiele
.... szczególnie jeśli są podane w słodkiej formie, sernika z pomarańczą ;)
Dla usprawiedliwienia dodam, że najwięcej owoców spożywam jednak 
w postaci naturalnej.


Lubię przepisy, do realizacji których nie potrzeba odwiedzać 
kilku sklepów, a większość składników po prostu jest w domu.


Uwielbiam serniki i ich pieczenie.
Chociaż mam swoje ulubione przepisy,
to ostatnio spróbowałam czegoś nowego.
Potrzebna była tylko jedna pomarańcza.



Jeśli ktoś ma ochotę na taki zimowy specjał,
serdecznie zachęcam do skorzystania z przepisu. 


Sernik pomarańczowy

1 pomarańcza
cukier waniliowy
łyżka masła

kilogram sera na serniki
3 łyżki mąki
1,5 szklanki cukru
4 jaja

Cienko obraną i pokrojoną skórkę z jednej, sparzonej pomarańczy 
lekko! podsmażyć na łyżce masła z łyżeczką cukru waniliowego.
Pomarańczę obrać z białej skórki, pokroić w kostkę
 i gotować z resztą cukru waniliowego przez 5 minut. Połączyć blenderem.
Ser zmiksować z cukrem, mąką, skórką i pomarańczą.
Dodawać po jednym jajku i lekko miksować.
Tortownicę o średnicy 24 cm (ja zrobiłam w większej i sernik jest niższy) wyłożyć papierem,
wlać masę. Piec 15 minut w 175 stopniach, a następnie 90 minut w 120 stopniach.
Ostudzić w lekko uchylonym piekarniku.
Wstawić do lodówki na kilka godzin.

Smacznego!



Jest kremowy, delikatny i naprawdę prosty do zrobienia.
Inaczej bym go nie polecała :)


Może skusicie się i upieczecie go na weekend?

Dziękuję Wam za liczne komentarze pod ostatnim postem o kuchni,
za wzrastającą aktywność na




Pozdrawiam ciepło i nie mogę uwierzyć, że na dworze wciąż jest jasno,
 choć już prawie 18 godzina!

marta

piątek, 13 lutego 2015

Czas na porządki?



Witam!

Dziś jest naprawdę ładny dzień (mimo, że piątek 13-go)
Słoneczny i dość ciepły, jak na tę porę roku.
Czuję przypływ energii, do tego stopnia,
 że zaczęłam myśleć o myciu okien ;)


Słońce obnażyło kurz i pozostałości po śniegu,
Czuję potrzebę robienia wiosennych porządków.
Czy nie za wcześnie?
Tymczasem w kuchni kolorystyczna nostalgia. 
Pochowałam czerwone drobiazgi,
została biel, naturalne drewno i wiklina. 


Choć po głowie chodzą mi już pewne kolorki,
więc niebawem pewnie będzie nowy,
kuchenny post :)


Słonia dostałam od Teściowej,
 drewniane łyżki z serduchami od Mamy.



Na wyprzedaży w Zara Home kupiłam podłużny koszyk.
Przydaje się na drobiazgi w kuchni,
ale i w łazience.


Drewniane serce to ostatni zakup Mamy, jedno dla mnie, jedno dla siebie.

No i chcąc, nie chcąc,
biorąc pod uwagę ilość serc występujących na zdjęciach,
wyszedł mi całkiem walentynkowy post :)


Jakieś plany na ten dzień?
Ja niestety weekend spędzę na długich godzinach siedzenia i słuchania.
Oby było ciekawie, skoro już poświęcam świetnie zapowiadające się dni.

Zatem miłego weekendu dla Was :)
pa

marta






sobota, 7 lutego 2015

Poduszka jak malowana


Witam weekendowo!

Już od pewnego czasu zapowiadam, że pokażę coś, 
obok czego nie mogłam przejść w sklepie obojętnie.
Ciekawa jestem co Wy na to...

To COŚ zdeterminowało kolorystykę kąta wypoczynkowego.
Zapraszam Was do rozgoszczenia się na sofie :) 


Wspominałam już, że przyjazd Rodziców, 
za sprawą kilku zmian odmienił salon, dając jego użytkownikom,
 szczególnie jednej ;) powody do uśmiechu.
Ten, kto lubi wnętrzarskie zmiany zrozumie o co chodzi :)


Szare zasłonki, nowy klosz, kwiaty...
i nowa, wielka poducha!


Przechodziłyśmy obok niej z Mamą. Pozachwycałyśmy się, 
spojrzałyśmy na cenę, na siebie i odeszłyśmy.
....Ale wróciłyśmy. I zaczęłyśmy karkołomne przeliczenia.
Dobrze, że nie było z nami panów,
oni by tego nie zrozumieli ...
No i jest :)


Urzekła nas tym, że wygląda jak obraz, 
w różnych odcieniach barw.
Kamienna sofa i szarość zasłon została delikatnie 
podkręcona kolorem...



Moja natura maksymalistki zetknęła się ostatnio z książką, którą dostał G.
 pt."Minimalizm po polsku".
Kilka podobnych lektur mam już za sobą.  
Chociaż wydaje się to sprzeczne z moją naturą
 chomika - zbieracza, zachwycającego się każdą, małą zdobyczą,
to podeszłam do niej z ciekawością.



Przyznam, że to polskie podejście, nawiązujące do naszej kultury oraz historii
 ostatnich dziesięcioleci zdecydowanie bardziej mi odpowiada niż odrzucenie przez nasyconych mieszkańców Zachodu dóbr, których od zawsze mają w nadmiarze.
I proszę! Nikt nie każe mi zostawiać sobie tylko 50 rzeczy i zostać ascetą wyzbywającym się wszystkiego co ma, pod pozorem odzyskania szczęścia i spokoju.
Wreszcie ktoś rozumie, że są ludzie, którzy lubią przytulność,
 jaką tworzą bliskie i według nich ładne przedmioty. 


Lektura w nienachalny sposób skłania jednak do zastanowienia się nad swoim
 stanem posiadania i skutecznie zachęca do zrobienia planu, a następnie zakasania rękawów.
Pierwsze efekty? Porządek na strychu i masa rzeczy oddana innym.
Jedna z przydatnych rad?
Jeśli nie możesz rozstać się z rzeczami, których jednak nie używasz
 i nie bardzo wiesz co z nimi zrobić, nie zmuszaj się. 
Odłóż je i zdecyduj później.
Bez przymusu, z większą świadomością, zgodnie ze swoim charakterem.
To mi się podoba :)


W pokoju zostało jeszcze kilka zimowych drobiazgów.
W zasadzie zima się u nas dopiero zaczęła.

Życzę Wam zatem ciepłych stóp i serca :)


Do następnego razu!

marta








środa, 4 lutego 2015

Małe ożywienie



Dzień dobry!

Wpadam na chwilkę, żeby podzielić się z Wami
pięknym kolorem kwiatów.
Ostatnio w wazonie dominują tulipany.



Z codziennych zakupów wróciliśmy z tym szklanym świecznikiem.
Niedrogi i nawet G. był za ;)





Na parapecie malutkie calanchoe.
Różowy dodaje troszkę kolorytu tej monotonii.
Za oknem śnieg i szaruga.


Figurę Matki Boskiej już kiedyś pokazywałam. Znalazłam ją na targu staroci.




Metalowy lampion z Ikei prawie cały rok stoi na zewnątrz.
Teraz jednak się nad nim "zlitowałam" i zabrałam na zimę do domu.


Wiem, wiem, obiecałam pokazać nową odsłonę kąta wypoczynkowego
oraz coś, obok czego nie mogłyśmy z Mamą przejść obojętnie.
Ale wyszło tak spontanicznie :)
To do następnego razu!






sobota, 31 stycznia 2015

Idzie nowe... zmiany w salonie


Witam!

Wystarczył przyjazd Rodziców, a pokój dzienny, 
głównie za ich sprawą :) zyskał nowe oblicze.
Zdecydowałam o wymianie żyrandola, przybyło też kilka drobiazgów.
Motorem zmian była moja Mama, która, jak wiecie, interesuje się urządzaniem wnętrz
i jak ja docenia urok dekoracyjnych przedmiotów.

Zapraszam do obejrzenia nowości.


Niespodziewanie, w ręce Mamy wpadł duży kawałek szarego materiału.
Idealny na zasłonki do pokoju dziennego.
 No prawie, bo okazało się, że nie starczy na wszystkie okna do samej ziemi.
Eksperymenty sprawiły, że na węższe zostały uszyte krótsze roletki.
Okazało się, że to strzał w dziesiątkę.
Pokój nabrał lekkości, a na parapetach wyeksponowane zostały ozdoby.



Z tkmaxx wyszłyśmy z betonowymi doniczkami.
Każda z nas kupiła po jednej.
Ostatecznie obydwie zostały u mnie :)



Tulipany, w dużej ilości :)
Spaceruję po nie na pobliską plantację.




Pamiętacie żyrandol nad stołem?
Myślę, że bardzo pasował do tego wnętrza.
Jednak zwyczajnie mi się znudził...
Pomyślałam, że skoro zarówno krzesła, jak i komoda są zabytkowe,
to warto przełamać ten jadalny kąt prostszą lampą.
Kupiliśmy w Ikea klosz Hemsta.
Najpierw mniejszy, a potem wymieniliśmy na większy, 
który "nie ginie" we wnętrzu. 



Lubię jego prostą i lekką formę.
podobają mi się w każdym kolorze, 
ale wybrałam oczywiście biały :)



Co myślicie o nowym kloszu?
Komu bardziej podoba się starsza wersja?


W takich chwilach doceniam wartość dodatków.
Potrafią odmienić wnętrze bez wielkich zmian i kosztów.



I znowu poczułam ten dreszczyk emocji ;)




W następnym poście dalszy ciąg zmian.
Pokażę przedmiot, który zachwycił nas tak, 
że nie mogłyśmy przejść obok niego obojętnie.


Moim wiernym Czytelnikom i wszystkim,
 którzy wpadają od czasu do czasu przypominam,
że jestem również tutaj:





Zapraszam!









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...