Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blue livingroom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blue livingroom. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2015

Mariefleur


Wymarzone...

kubki z serii Mariefleur Gris Villeroy&Boch są dziś głównym tematem spotkania z Wami 
i obiektem licznych fotografii.
Nie mogłam się oprzeć tej przyjemności :)



Większość z nas decyduje się na proste, uniwersalne i ponadczasowe zestawy naczyń.
Takie, które będą pasować "do wszystkiego" i nie będą się "kłócić" z innymi elementami wystroju wnętrza. Jednak nieraz chcemy sobie poszaleć z kształtem i kolorem. 
A czasem po prostu nie możemy przestać myśleć o jakiejś rzeczy, która raz wpadła nam w oko
i pomijając racjonalne argumenty, nie daje przestać o sobie myśleć.
Ja tak mam... dość często ;)

Tak było z serwisem Mariefleur Gris firmy Villeroy & Boch.
Od zawsze patrzenie na ten sielski, delikatny wzór sprawia mi przyjemność.
W końcu znalazł się na naszym stole.



Właściwie jego część - kubki.
I nagle wszystko zaczęło do nich pasować :)
Z komody wyjęłam żakardowy obrus w szafirowym kolorze, 
który kupiłam na wyprzedaży w Zara Home.
Był za długi, więc pewna miła pani skróciła go i uszyła z pozostałego kawałka serwetki.



Dobrze komponują się też z beżowym, lnianym obrusem i podkładkami.






Na tle bieli kubki błyszczą jednak najbardziej.
Nic nie odraca od nich uwagi :)
Pochodzą one ze sklepu www.rossi.pl magia wnętrza,
gdzie można znaleźć tysiące pięknych rzeczy do wyposażenia wnętrz,
 w tym do dekoracji stołu, co po prostu uwielbiam.






Wrzosy, wrzosy wszędzie! Są już w prawie każdym pomieszczeniu.
Z chryzantemami i astrami tworzą prawdziwie jesienny zestaw.



Niedawno udało się nam z Rodzicami wyskoczyć na małe polowanie na targu staroci.
Mama znalazła w końcu pożądany stolik kawowy tak bardzo potrzebny do zestawu:
fotel, książka, kawa :)
To dębowe maleństwo było drugim, które stanęło na naszej drodze.
I podobnie jak ja w ubiegłym roku, wróciła do domu z dwoma :)




No i teraz najprzyjemniejsza dla mnie informacja.
Wraz ze sklepem www.rossi.pl organizujemy dla Was zabawę.
Piękną nagrodę zobaczycie już w następnym poście.
Myślę, że zaskoczę tych, którzy znają tylko moją romantyczną, wnętrzarską naturę :)


Przypominam też o swojej obecności na
oraz na 

Do zobaczenia!


środa, 10 września 2014

Spontaniczne zmiany



To był impuls.

To właśnie lubię najbardziej.
Siedzę na kanapie, czytam, znad książki spojrzę w jeden punkt
 i zaczynam myśleć: "A może by tak...."
I się zaczyna!
Wnoszenie, znoszenie, wyciąganie z pudełek, ściąganie ze strychu.
Przymierzanie i odkrywanie nowych połączeń.

Adrenalina działa :)




Połączenie błękitu i zieleni kojarzą się raczej z wiosną,
ale potrzebuję delikatnych kolorów wokół siebie.
Tutaj przeważają radosne odcienie z tej palety.
Druga część pokoju to już sama nostalgia.
Zobaczycie następnym razem!



W szklanych, żłobionych we wzory słojach stoją kwiaty
 o nieustalonej przeze mnie nazwie.
Zdecydowanie za rzadko wyjmuję z kredensu ten duet.


Kolorowe są tylko akcenty. Reszta to beż, kamień i szarość.
Ale nie będę się zarzekać
... znacie mnie. Nie minie trochę czasu i znów coś namieszam.



Nie można udawać, że nie widać odchodzącego lata.
Ale zgrzebnej jesieni jeszcze nie ma!


Dużą zdobyczą jest album austriackiego rysownika i fotografa, 
niedawno odkrywanego na nowo
Ferdinanda Schmutzera 
Znalazłam go na targu staroci.
Piękne ryciny ze starego albumu zostały oprawione.
O artyście jeszcze nie raz wspomnę i pokażę jak wyeksponowałam jego prace. 
Tymczasem mała próbka poniżej



Dziękuję za wszystkie komentarze, uwagi.
Nie umknie Wam żadem szczegół!
Miło wiedzieć, że pamiętacie starsze dekoracje, śledzicie zmiany.

Już teraz zapraszam na następny post.
W nim kącik jadalny w delikatnej, chłodnej odsłonie i kwiaty, 
których u mnie jeszcze nikt nie widział!

Do zobaczenia!

marta

poniedziałek, 11 marca 2013

Bez komentarza


Bez komentarza...
No bo jak skomentować fakt, iż wiosna pojawiła się, 
roztoczyła przed nami swój czar i ... zniknęła.
Dzisiaj byłą u nas 30-centymetrowa warstwa śniegu!
Bez komentarza....

Chwilami mam rozdwojenie jaźni, na zewnątrz biało,
a w domu wiosenny ogród ;)
I pastele.... wcale ich nie planowałam, 
tak jakoś wyszło :)


Obrus w pastelowe pasy jest jednym z pięciu, 
które udało mi się kupić w sh w małym miasteczku przy zachodniej granicy. 
Weszłam do niego przypadkiem, bez większych chęci, a tu taka niespodzianka!
W różnych stylach, szerokościach. Jeszcze jeden w pasy,
 inny w delikatny, kwiatowy wzór, francuski żakard....
Pokażę niebawem :)


Mała, fioletowa miseczka jest z Belldeco.
I obowiązkowo tulipany,
 to najprostszy sposób na wiosenny look w domu.


Wśród moich małych bzików i kolekcji znajdują się również pudła i pudełka.
Trudno mi się oprzeć tym wiklinowym, trawiastym, ale również tekturowym.
To urzekło mnie swoim kwiatowym wzorem i oszczędną kolorystyką. 


Zakup usprawiedliwiam walorami użytkowymi ;)


Przy wyborze prezentu kieruję się gustem osoby, której go daję.
Dobrze trafia się wtedy, kiedy zna się jej upodobania i styl.
Asia lubi proste, lekko surowe w wyrazie przedmioty, bardziej nowoczesne konstrukcje.
Wybrałam dla niej lampion z betonową podstawą i szklanym kloszem w kształcie walca.
Ale czy można być na 100 % pewnym, że prezent się spodobał? :)
Ja mam nadzieję.....


Jedno jest pewne, lampion spodobał się mnie!
Wkrótce po miłej, urodzinowej imprezce, zamówiłam podobny dla siebie.
W zależności od koloru świecy można uzyskać zupełnie inny efekt. 
Asia dostała białą, u mnie tymczasowo niebieska.
Mam nadzieję, że wybaczy mi to papugowanie... siebie?!


Zaklinam rzeczywistość i udaję, że nie widzę tego, co za oknem.
Po co się stresować? Jeszcze tylko tydzień lub dwa... w końcu przyjdzie...
Czy myślicie już o świątecznych ozdobach?
Ja już powoli tak, efekty małego DIY pokażę niebawem.

Pozdrawiam ciepło!


sobota, 9 lutego 2013

Paryski, pruski, egipski...


Witam serdecznie!

Paryski, pruski, egipski....
Domyślacie się już o czym mówię?
Dzisiaj "na tapecie" odcienie niebieskiego.
Szafirowy, chabrowy, kobaltowy...
No i oczywiście turkus...


Poprzednim postem rozpoczęłam niebieski sezon, 
pokazując Wam jak powoli zmienia się wnętrze pod jego wpływem.
Dzisiaj ciąg dalszy niebiańskich opowieści...
A skoro jest weekend to przenieśmy się do wypoczynkowego kąta :)



Tu można rozsiąść się wygodnie i wypić niespiesznie herbatkę, np. z turkusowego kubka ;)
Zjeść pączka, produkcji Mamy, która zaopatrzyła nas w te kaloryczne słodkości
 na dużo dłużej niż tłusty czwartek :)
Talerzyk to ceramika z Bolesławca.
I kto odpowie, jakiego koloru są gwiazdki?
Kobaltowe, szafirowe, a może to błękit Turnbulla?


Tutaj przyjemnie się czyta, a nawet pracuje.
No i buszuje po wnętrzarskich blogach :)
Można też usiąść i pomyśleć o niebieskich migdałach.
Nowszym nabytkiem jest aksamitna, granatowa poduszka, kupiona na wyprzedaży w Zara Home.


Wielką niespodzianką była dla mnie przesyłka od Oli z bloga moje miejsce na ziemi
Dostałam śliczną kartkę i wspaniałe magazyny wnętrzarskie, pełne inspiracji
i stylów. Domyślacie się co robiłam przez ostatnie godziny? ;)



Niebieski, lazurowy? koc kupiłam już kilka lat temu
 i ... nie mogłam się przekonać do jego odcienia.
Przeleżał nieużywany na dnie szafy. 
Teraz spojrzałam na niego łagodniejszym okiem.
Lnianą poduszkę w kwiaty  z Zara Home pokazywałam na blogu już nie raz. 


W pudełku ze starymi pocztówkami znalazłam tę, z zimowym pejzażem.
Została przesłana w 1924 roku.


A to ostatni z trzech wazonów, które kupiłam na targu staroci.
Pokazywałam je tutaj i tutaj 
Ten w modrym kolorze w wydrążone łezki dostałam w prezencie, jako dodatek do pozostałych :)


I pomyśleć, że kiedyś nie wyobrażałam sobie niebieskości w domu!
Chociaż lubiłam ubrania w tym kolorze,
to nie akceptowałam ich we wnętrzu.
Jak widać, gust się zmienia :)

Pozdrawiam!




sobota, 2 lutego 2013

Trzy kolory. Niebieski....pokój


Witam serdecznie!

W domu znowu mała, kolorystyczna zmiana.
Był czerwony, biały jest zawsze, teraz przyszła pora
na niebieski....
Potrzebowałam odmiany i wpuściłam do środka
 oddech królowej śniegu ;)


Właściwie zmieniło się tylko kilka drobnych rzeczy,
 ale to one decydują o charakterze wnętrza.
Obraz na płótnie z napisem
Bless this house with love and laughter
wisiał do tej pory nad schodami,
ale przechodząc zabrałam go do pokoju,
teraz tu będzie jego miejsce...


Zanim nastaną wiosenne pastele,
mieszam odcienie: błękit, turkus, morski, granat 
i nawet do siebie pasują!
Bieżnik w pasy, wiadomo, od mamy :)


Jak wszędzie o tej porze roku, u mnie także plantacja hiacyntów.
Nie powiem, żebym przepadała za ich zapachem, ale kolor to wynagradza  :)
Prawie wszystkie są oczywiście niebieskie...
Nie miałam odpowiedniej osłonki, więc obłożyłam doniczkę szarym papierem
 i przewiązałam czarną wstążką w białe kropki.


Tak! To ta sama lampka,
ale zmieniłam abażur. Był tu już kiedyś, w czasach, 
kiedy nie było mojego bloga.
Hmm....kiedy to było? ;)


Dlaczego otaczam się niebieskim? 
To kolor przyjaźni, ale i spokoju, ukojenia.
Może podświadomie go tu wprowadziłam?
Ale uwaga, nadmiar podobno powoduje
infantylną naiwność i bezczynny błogostan :)
więc co za dużo...


No, ale można przecież od czasu do czasu pomyśleć o niebieskich migdałach...
Once  in a blue moon...


Komu się podoba, niech zajrzy niebawem.
Pokażę jeszcze to i owo.
W kuchni też zaszły zmiany.
Przypadkiem, bez większych kosztów. 
Czasem wystarczy po prostu rozejrzeć się wokół
i okazuje się, że mamy w domu więcej niż nam się zdaje....

Pozdrawiam i bardzo dziękuję Jowi za wyróżnienie :)



Z nowym rokiem

                                                              Dzień dobry!     Stęskniłam się... za dłuższą myślą wyrażaną w tekstach ... do...