wtorek, 27 grudnia 2016

Poświątecznie


Witam ciepło,

dziękuję za życzenia świąteczne i zapraszam do obejrzenia kilku
 kuchennych kadrów w świątecznej wersji.
Bardzo lubię ten czas pomiędzy Świętami a Sylwestrem. Od kilku lat udaje mi się na ten okres spędzić w domu i rozkoszuje się szczególną atmosferą.
Już bez pośpiechu, nerwów, że nie zdążę, że wszystko musi być na 5.


W kuchni trochę inaczej zaaranżowałam w tym roku kąt ze stołem.
Jest tam nieduża ściana, na której ostatnio wisiał plakat z bochenkami chleba.
Teraz zawiesiłam tu ramkę od obrazu z bombką i kawałkiem świerku.
Powstała prosta dekoracja.


Większą gałąź zaczepiłam na wieszakach drzwi do spiżarni. 
Ładnie się ułożyła, zawiesiłam na niej to, co nie zmieściło się na choince.
Cieszę się z tych nowych pomysłów, a raczej inspiracji, które zaczerpnęłam przerzucając tony prasy na temat urządzania i dekorowania wnętrz.




Święta minęły na intensywnych spotkaniach z rodziną i bliskimi.
Chociaż Wigilię spędziliśmy u nas w domu, to już następnego dnia byliśmy w drodze, a w kolejnym dniu znów w innym miejscu, na pięknej uroczystości. Chociaż wszędzie było niezwykle miło i dobrze, to teraz możemy trochę poleniuchować z Misiolkiem w domu.


Koniec roku skłania do podsumowań i refleksji, nowy zapowiada się intensywnie i ciekawie.
Mija pięć! lat odkąd wstawiłam na bloga pierwszego posta. Dla mnie jego prowadzenie to wciąż  przygoda. Chociaż spełniam się na wielu innych polach, mam sentyment do tej strony. Cieszy mnie, że jeszcze tu zaglądacie ;)
Dużą satysfakcję daje mi wciąż na nowo aranżowanie domowych kątów przy pomocy wyszukanych, starych i nowych, kupionych, jak i zrobionych przeze mnie dekoracji oraz mnóstwa prezentów od bliskich które wciąż dostaję. Inspiruję się tysiącami zdjęć w magazynach wnętrzarskich, na portalach, blogach, śledzę trendy i wciąż zadziwia mnie jak wspaniałe wnętrza potrafią stworzyć ludzie na całym świecie. Szukam własnych rozwiązań i wypracowałam, myślę, swój styl. 
Jedno jest pewne - nie mogę przestać, zmieniać, aranżować przestrzeni wokół siebie.
Nie wszystko tu pokazuję bo po prostu nie nadążam z robieniem zdjęć :)


Dziękuję wszystkim stałym Czytelnikom i tym, którzy wpadają na chwilę.
Szczególnie tym, którzy pozostawiają po sobie ślad w postaci komentarza, mejla.
Pozdrawiam serdecznie i myślę jak Wam upływa ten czas.

marta

sobota, 24 grudnia 2016

Życzę Wam!



Z świątecznym obrazkiem pojawiam się na chwilkę, żeby życzyć Wam moi Drodzy wspaniałych, ciepłych w sercu, Świąt Bożego Narodzenia. Niech dodadzą Wam wiary i nadziei, że nadchodzące dni przyniosą tylko to co dobre.
Radujcie się wesołą nowiną, tradycyjnie lub mniej, ale 
zawsze w gronie najbliższych lub z ciepłą myślą o nich.
Przesyłam moc dobrych myśli i dziękuję za Wasze, których nieustannie doświadczam.

Wesołych Świąt!


wtorek, 20 grudnia 2016

Świąteczna kuchnia anno domini 2016


Witam i trochę żartobliwie zapraszam do obejrzenia dekoracji świątecznych w kuchni.
Mogę posługiwać się kalendarzem bo minie właśnie 5 lat! odkąd zaczęłam tworzyć bloga.
I męczę Was przy każdej okazji zdjęciami z tej samej kuchni, starając się na nowo zaaranżować stare kąty, co niezmiennie sprawia mi dużą radość.


Od poprzednich świąt, przez prawie cały rok, królowało tu złoto zestawione z czernią i bielą.
W te Święta wróciłam jednak do czerwieni i dodałam ją tu i ówdzie.


Nieśmiertelna półka i jej zawartość...


Czerwone, świąteczne akcenty, które pojawiły się na moich zdjęciach postanowiłam utrwalić, zaprojektowałam i zamówiłam w projektogram.pl ramkę z wybranymi czterema z nich.
Bardzo pasują mi do świątecznych dekoracji, później również będzie miło na nie popatrzeć.


Drugi raz zawiesiłam też na witrynce wianki stworzone na bazie metalowych okręgów, 
które zrobił dla mnie sąsiad. Tym razem z czerwonymi bombkami.
Przyznam, że już raz wymieniałam igliwie, które szybko uschło w ciepłej kuchni.


Witrynę wprost uwielbiam. Zastępuje mi kredens, który nie zmieściłby się w kuchni
i mogę cieszyć się jej zawartością.
Od Siostry przyszła właśnie ta słodka kartka z pingwinami.



Spiżarnia zapełniła się już po brzegi. Do domu znoszę ostatnie produkty potrzebne do pieczenia.
Jak co roku jestem głównym cukiernikiem. Mama przygotowuje tradycyjne, wigilijne potrawy.


W oknie postawiłam w kryształowym wazonie w gwiazdki, gwiazdę betlejemską.
Powiesiłam też kilka bombek ze scenkami toile de jouy. Tylko trochę brakuje śniegu za oknem.
Chociaż za zimą nie przepadam, to lubię poczuć ją w okolicach Bożego Narodzenia.


A jak Wasze, świąteczne przygotowania? 
Zabraliście się już do pracy?
Przed Wigilią pojawię się jeszcze na blogu z życzeniami.
Tymczasem zapraszam również na mój











sobota, 17 grudnia 2016

Moje hygge życie i najpiękniejsza bombka


Siedzę sobie w moim hygge kąciku i zastanawiam się jak to dobrze, 
że ktoś nazwał te wszystkie dobre rzeczy, które są mi bliskie.
 Co więcej, podniósł je do rangi bardzo ważnych, bo dających szczęście.
 Ale po kolei...



Zacznę od bombki, która zachwyciła mnie na tyle, że chodziłam do sklepu tylko po to, żeby na nią popatrzeć i krążyłam walcząc z myślami co powiedzą "inni" kiedy dowiedzą się ile można wydać na bombkę ;) Ano można, eee... wcale nie tak dużo, są droższe :)
Ostatnio mam fioła na punkcie polskich bombek z ręcznie malowanymi pejzażami. 
Ta o średnicy 15 cm., malowana akwarelą jest po prostu śliczna. Powiesiłam ją w oknie.
Podrążyłam i okazało się, że wyprodukowana została
 w Jaśle w firmie Dagmara. Strona internetowa nie oddaje piękna ich różnorodnych prac. 
Druga, z innym wzorem trafiła do Rodziców.


Na mikołajki dostałam od G. książkę, która jest ostatnio na frontowych półkach księgarni.
Hygge. Klucz do szczęścia. 
I potwierdziło się to, co intuicyjnie czułam i robiłam, poczucie szczęścia i zadowolenie dają codzienne, drobne, ale czynione z uwagą czynności. 
Atmosfera hygge - przytulności, którą staram się stworzyć w domu, bliscy ludzie przy stole, drobne przyjemności. Książka sięga głębiej, analizowane są wyniki badań, które ja uwielbiam.
Dowiemy się też kilku zaskakujących rzeczy o Duńczykach.
Ja szukam punktów wspólnych, ale Polakom trudniej chyba uniknąć temperamentnych sporów politycznych ;) Częściej też jeszcze mierzymy atrakcyjność naszego życia liczbą obejrzanych filmów, atrakcyjnych wyjazdów i wyjść do modnych miejsc, rzeczami, które kupujemy.




A zatem...


 Zbieram siły, bo chociaż zaczynam zasłużony, dwutygodniowy urlop, czeka mnie dużo zadań, które oczywiście sama sobie narzucam. Jedno jest pewne. Będę gościć tu częściej z kolejnymi wpisami, bo w domu pod względem dekoracji świątecznych naprawdę dużo się dzieje :)


Pozdrawiam ... przytulnie!



czwartek, 8 grudnia 2016

Blask Świąt



Witam!

Dom powoli nabiera świątecznego charakteru.
Za sprawą migoczących świec i lampek jest pełen światła,
 a oczekiwanie na Święta jest dużo bardziej przyjemne.
Z czeluści strychu wyjęłam ozdoby i dekoracje.


Chociaż większość z nich jest juz od dawna w domu, to jednak co roku pojawia się coś nowego, mimo że staram się opanować, również  trochę inaczej zaaranżować to co już jest.
Tak było z papierowymi, czarnymi choinkami. Przypadkowy zakup w tkmaxx dodał wnętrzu trochę skandynawskiego charakteru, podobnie jak gwiazda, która od zawsze wisiała w kuchennym oknie.
Teraz jednak cieszy nas wieczorami rozświetlając okno w pokoju. Wieczorem nie zapalam nawet pozostałych lamp. 



W tym samym miejscu znalazłam porcelanowe świeczniki. Białe ze skromnym, wytłaczanym wzorem choinek i aniołów. Chociaż chwilowo służą jako doniczki do hiacyntów, to oddają caly swój urok migocząc wieczorami.



Chociaż wiele dekoracji się powtarza (tradycja!), to zawsze staram się inaczej je zaaranżować. Pierwszy raz lampki powiesiłam w oknie naprzeciw wejścia. Efekt jest bardziej widoczny i przyjemny dla oka. 


Kawa w towarzystwie anioła na poduszkach jak z krainy lodu.


Zbliża się weekend i okazja do stworzenia kolejnych dekoracji. Przymierzam się do zrobienia wianków. Chyba już na to czas. 


A jak u Was? Daliście się porwać wirowi świątecznych przygotowań?

Pozdrawiam 

Marta 





niedziela, 27 listopada 2016

Czekolada, gwiazdki i całkiem przytulny kąt



Dzień dobry moi Drodzy!
Witam ciepło i nie zważając na aurę pogodową zapraszam do mojego przytulnego kąta :)



Tu jest wszystko to co lubię: książki, notesy, szuflady pełne sentymentalnych drobiazgów...
Ponad 90-letni stół przywieziony z Kresów przez Pradziadków,
 ich świadectwo ślubu oprawione w ramę...


Całkiem dobra miejscówka, żeby napić się herbaty i ukryć się
 z ostatnim kawałkiem czekoladowego ciasta :)


Pytacie o przepis?

Proszę bardzo... To akwitański deser Le negre, czyli Murzynek, z książki Marka Łebkowskiego: "Ciasta i desery", którą od lat mam już w swoich zbiorach. Proste i pyszne.
Podaję je zawsze z dżemem Mamy, ale świetnie pasuje do niego czerwone wino i inne alkohole.


Murzynek (akwitański Le negre)

200 g gorzkiej czekolady
200 g masła
200 g białego cukru
4 jajka

Pokruszoną czekoladę podgrzewamy w kąpieli wodnej z masłem do rozpuszczenia
Żółtka ucieramy z połową  cukru. Kogel-mogel łączymy z czekoladą i zdejmujemy z ognia.
Białka ubijamy z resztą cukru i delikatnie mieszamy z masą.
Okrągłą formę 24 cm. wykładamy papierem i wlewamy ciasto.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, na 40 minut.

Smacznego!



W domu panuje lekki bałagan, zaczynam dekorować go świątecznymi akcentami,
które sukcesywnie będę pokazywać na blogu.
Od następnego posta obiecuję gwiazdki, renifery... no może trochę się zapędziłam, 
ale na pewno będzie już czuć grudniową atmosferę.




Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli i udanego tygodnia!

marta

środa, 23 listopada 2016

Na rozdrożu


Witam ciepło,

na blogu i w domu jeszcze trochę jesiennie, choć powoli zaczynam już zmieniać dekoracje
i przyznam, że doznaję lekkiego zawrotu głowy. W powietrzu czuć dzisiaj było wiosnę, kupiłam pierwsze w tym roku dekoracje świąteczne, z tv sączy się już z reklam świąteczna melodia, a do tego  pojawiły się w sklepach hiacynty, które dotąd kojarzyły mi się z wiosną.

Lekko absurdalnie, ale cóż, świat się zmienia.
Delektując się tartą brzoskwiniową zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć.


To już kolejny przepis z lidlowskiej książki, który się sprawdził. 
Jest smaczna i do zrobienia o każdej porze.




W zmianach wystroju pomaga mi Misiolek, który chyba połknął dekoracyjnego bakcyla. Jest zawsze tam, gdzie chowam stare i wyjmuję nowe drobiazgi :)
 Zobaczymy, jaką inwencję wykaże na widok choinki ;)



Lubię zmiany. Czasem nawet niewielkie poprawiają mi humor.
I chociaż jestem fanką mebli głównie przedwojennych, to coraz częściej doceniam te, które powstały w późniejszych latach.
Tak było na przykład z babci podstawką pod tv! Odkąd pamiętam służyła do tego celu.
Od dawna stała niechciana za drzwiami, aż w końcu mnie natchnęło na małe wykopaliska.
Próba wypadła pomyślnie i ... proszę bardzo.



Doszło następne miejsce do ustawiania drobiazgów ;)
W praktyce zrobiło się jednak przestrzenniej ponieważ usunęłam mały stolik, 
który stał przy sofie.
Lampa rozświetla wykusz i jest przyjemniej ...
Zdjęcia jeszcze z żółtymi roletami, ale
w międzyczasie dokonała się zmiana i nastała biel, 
a to zapowiada już tylko grudniowe dekoracje.


A Wy na jakim etapie jesteście. Jesień czy zima?



pozdrawiam serdecznie

marta




piątek, 4 listopada 2016

Z liściem w kieszeni


Witam ciepło!
Trzy dni i znów wolne, czy tak nie powinno być zawsze? ;)
Na weekend czynię oczywiście bogate plany.
Czego to ja nie zrobię, ile rzeczy nadrobię...
a czas biegnie nieubłaganie i życie toczy się zwykłym, czytaj: błyskawicznym rytmem.
Łapię więc chwile w kadrach i zapraszam Was na wspólną chwilę przerwy od codzienności.


Kieszonki w zasłonkach okna gabinetu są bardzo inspirujące :)
Zasuszone liście pozwalają oswoić to co na zewnątrz.
To zdecydowanie czas książek, prasy i pracy przy babcinym stole.



Parzę herbatę w chodzieskim dzbanku. Długo tu posiedzę, 
więc duża ilość gorącego naparu jest wskazana.
Świeczki migoczą już w lampionach o każdej porze dnia. To znak, że jesień już w pełni.





Nie brakuje mi jednak letniego klimatu, gorącej atmosfery, jeszcze nie.
Jestem na etapie otulania się kocem, raczenia ciepłem z kominka, szukam spokoju i przytulności.
Choć czasem z zazdrością patrzę na cieplejsze kraje, to w gruncie rzeczy cieszę się, że w naszym jest wiosna, lato, jesień, zima...



Pa!

sobota, 29 października 2016

Jesień w prowansalskim stylu


Romantycznie, nostalgicznie, jak to jesienią...
W naszej kuchni powiało Prowansją.
Długo nie zmieniałam wystroju, który opierał się na złotych i czarnych dodatkach
 w oldschoolowym stylu, teraz przyszedł czas na zmiany.
Zaczęło się od hortensji...


Zupy po prostu uwielbiam. 
Jesienią właściwie każdego dnia można znaleźć coś w garnku.
Z porów i ziemniaków zrobiłam zupę, na którą przepis znalazłam na blogu Liski z whiteplate.com
Zamiast łososia dodałam jednak camembert.


Do podania użyłam nowej wazy, którą upolowałam na targu staroci. 
Prawda, że finezyjna? ;)


Różowe, lniane serwetki to prezent sprzed lat od Mamy,
Słodki klimat przełamują dodatki w czerni i brązowym drewnie.



Zdjęcia wywołane w projektogram.pl znaleźć można już w całym domu.
Niebawem pokażę Wam ramkę ze zdjęciami z bloga.
Tutaj upieczone przeze mnie ciasteczka.
Wywołałam wiele zdjęć z bloga, żeby mieć pamiątkę, 
kiedy do najstarszych postów już nikt nie dotrze.



Po kilku latach pomalowałam w końcu na biało wiszącą siatkę na owoce.
Była czerwona i nieczęsto wyglądała ze spiżarni.
W środku dynia baby boo. Musiałam się po nią wybrać aż do kwiatyimiut
Wciąż jest trudno osiągalna.


Nadal szukam dobrego sposobu na zasuszenie hortensji.
Zrywam je, kiedy zaczynają zasychać i wstawiam do wody, której już nie dolewam.
Lampkę odświeżyłam nowym kloszem z pepco. Kupuję je tam hurtowo ze względu na niską/normalną cenę.


Kącik herbaciany. Robię zapasy na zimę. 
W rankingu herbat na pierwszym miejscu wciąż Milky Oolong.

Jestem ciekawa czy jesienne klimaty przeniknęły również do Waszych wnętrz?
Na koniec mały apel.
Nie dajmy się modzie na przyspieszenie świąt, cieszmy się jesienią :)


Pozdrawiam i życzę spokojnych, pełnych zadumy dni...

marta









Dekonstrukcja

Witam ciepło w ten naprawdę zimny dzień! Ostatnie, piękne jesienne dni odchodzą już chyba w przeszłość, a pogoda sprzyja życiu domowemu...