poniedziałek, 29 lipca 2013

biel, karmel, czekolada...


Witam w upalny wieczór...
Czy burza już do Was dotarła?
Osobiście na pogodę nie narzekam,
wystarczy, że pomyślę o siedmiu miesiącach zimna...



To, czego mi na pewno nie brakuje to kubki.
Jednak ten, który pojawił się w domu jest pamiątką miłego spotkania.
Razem z Olą z bloga moje miejsce na ziemi
spędziłyśmy fajne, choć wciąż za krótkie! chwile w ciekawym miejscu.
I obydwie zabrałyśmy jego kawałek do swoich domów :)


Jakiś czas temu odwiedziłyśmy z Asią i Kamilą kawiarnię: La Ruina.
 Miejsce warte Poznania :)
Skosztowałam tam pysznego sernika i obiecałam sobie, że natychmiast go upiekę.
Wyobraźcie sobie połączenie słodkiego karmelu i solonych orzeszków....



Przepis znalazłam na blogu white plate 
Powiększyłam tylko ilość składników proporcjonalnie do ilości łasuchów :)


Starą, drewnianą tacę z Ikei pomalowałam na biało.
Jest to pierwszy etap jej odnawiania.
Wkrótce pojawi się na niej wzór, ale już teraz mi się podoba!



Mam nadzieję, że spokojną kolorystyką ochłodziłam Was trochę.

Życzę każdemu pogody, jakiej sobie wymarzy!




Chyba czasem jednak dobrze, że nie mamy na nią wpływu....
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystkie rady dotyczące słoni :)
pozdrawiam
marta





wtorek, 23 lipca 2013

Słoń w składzie ... książek



Witam serdecznie!

Pokój do pracy, biblioteczkę pokazywałam już kilka razy.
Stoi w nim, między innymi stary, pamiątkowy stół, który ma już ponad 90-lat. Pisałam o nim wcześniej

Powoli pojawiają się tutaj nowe sprzęty, głównie półki na książki.
Na jednej ze ścian powstaje jednak mini galeria.


O tym co wisi ;) napiszę więcej w innym poście.
Najważniejsze są jednak oprawione dokumenty rodzinne, 
które bezsprzecznie łączą się z historią stołu.


Odpis aktu małżeństwa moich pradziadków z 1921 r. został oprawiony 
w starą, znalezioną kiedyś ramę.
 Zamiast passe-partout dokument został zamknięty w szkle. 
To dobry sposób, kiedy chcemy mieć możliwość obustronnego dostępu do grafiki, itp.


Akt ten powstał w języku rosyjskim. Wiąże się z tym szczególna historia. 
Moja prababcia wyjechała z Polski do swojej koleżanki do Rosji. 
Wkrótce wybuchła wojna polsko - bolszewicka i granica została zamknięta. 
Poznała tam pradziadka Franciszka i wyszła za niego za mąż w Jekaterynosławiu w 1920 r. 
Po wojnie powrócili na stronę polską. Niestety i stąd musieli w końcu wyjechać.
Nieśwież po II wojnie światowej został oderwany od Polski i przyłączony do Związku Sowieckiego...


Przez lata myślałam, że ten miś amorek to diabełek ;)


Wazon w groszki kupiłam w Zara Home. 


A tutaj słoń z tematu posta i pytanie z prośbą o radę do Was.

Na jaki kolor go przemalować?!

Swego czasu, to było naprawdę wieki temu :)
 ten zabytkowy komplet biurowy pomalowałam złotolem.
Teraz zastanawiam się co z nim począć!
Słonie uwielbiam, więc nie byłoby łatwo się z nim rozstać.


 Niedawno przyjechały dwa białe regały, co pozwoliło na swobodniejsze rozmieszczenie książek. Powstał jednak kolorystyczny problem.
Dwa białe, trzy brązowe, hmm... widzę, że dużo pracy jeszcze przede mną :)



 Życzę Wam miłego, wesołego tygodnia!
Dziękuję za odwiedziny i za wszystkie komentarze.
Do zobaczenia!



piątek, 19 lipca 2013

A garden is a friend....




A Garden is a friend you can visit anytime

Bardzo spodobał mi się ten napis na puszce ze sznurkiem,
którą dostałam od Siostry :)
 Święta prawda :)
Chociaż muszę przyznać, że to trudna przyjaźń, 
bo ogród, jeśli można go tak nazwać, powstaje powoli i w bólach....


Asia uraczyła mnie również wyszukanymi z poświęceniem talerzami z wzorem tzw. cebulowym.
Przywiozła z UK kilka ciekawych okazów. Zresztą prezentów jest więcej.
Jak miło, kiedy ktoś dobrze wie co się nam spodoba!


Sznurek sprawdził się na przykład przy wieszaniu wiklinowego rożka
 z białymi pelargoniami przed domem


Ogólnie koncepcja jest taka, ma być jak w wiejskim ogródku :)
Wszystkie, sprzeczne czasami ;) 
dążenia zostały uporządkowane przez fachowca Rafała.
Nie rozstaję się więc z projektem i spisanymi nazwami wymarzonych roślin.
A do domu wracam czasami z nowymi zdobyczami.


Róża już cieszy oczy, będą jeszcze tutaj odmiany szczepione i okrywowe.


Różę ochrania lawenda, którą wprost uwielbiam.
Ostatnio w kwiaciarni widziałam piękne kompozycje z lawendy i hortensji.
W dużych, wiklinowych koszach, albo w prostych, betonowych donicach prezentuje się naprawdę pięknie. 


A tu niebezpieczna piękność: oleander.
 Ciekawe połączenie ostro zakończonych liści z delikatnymi kwiatami.
Ze względów bezpieczeństwa postawiłam go na parapecie.
Na zdjęciach nie ma królowej ogrodu: hortensji, którą niedawno posadziłam.
Obsypana kwiatami czeka na dobre zdjęcie ;)


Wewnątrz fiołek od dzieci, chyba szczerze podarowany ;),
ale niesamowicie kapryśny. Po widocznych na zdjęciu kwiatach zostało wspomnienie...
Zresztą już niedługo pokażę letnią odsłonę pokoju dziennego, w barwach, których tu jeszcze nie było.


Różowa sowa to kolejny prezent od Siostry :)
Dołączyła do białej sówki.


Jednego możemy być pewni,
ogród odwdzięczy się nam za włożoną pracę i poświęcony czas swoim pięknem.
Pozostaje mi więc powiesić na drzwiach wejściowych tabliczkę: 
Jestem w ogrodzie!

 Pa! marta



wtorek, 9 lipca 2013

Jeszcze więcej słońca


Czy komuś znudziło się już słońce?
Mnie zdecydowanie nie!
Korzystam ile zdołam, tym bardziej, że znów zapowiadają burze....

Słonecznie jest także w domu.
Kuchnię nadal rozświetla żółty kolor.
I w niewytłumaczony sposób przybywa w niej drobiazgów w tym kolorze ;)


Poszukiwania na targu staroci (jak ja to lubię) zaowocowały kolejnymi zdobyczami.
Ten żółty imbryk stanowił komplet, a raczej tak wydawało się sprzedawcy ;)
z talerzykiem, miską i jedną filiżanką. Początkowo nie chciał go rozdzielić, a cena wydawała mi się zbyt wysoka. W końcu, po małych negocjacjach się udało:) 


Mam zasadę: klasyka może kosztować więcej, 
a jeśli szaleć kolorystycznie, to w rozsądnej cenie :) 


Stara, błękitna butelka do wody sodowej pochodzi z domu babci. 
Żeby ją napełnić trzeba było pójść do wytwórni.


A na koniec mały wazonik. Akurat na gałązkę storczyka.
Urzekło mnie wygrawerowane na nim drzewo.
Drobiazg za 2 zł. a cieszy :) 


Żółty trzymam jednak w ryzach i nie wykracza on poza kuchnię.
W pokoju zaczynają rządzić zupełnie nowe kolory,
no ale to już wątek na kolejny post :)

pozdrawiam serdecznie

marta

środa, 3 lipca 2013

Pełnia lata



Witam w prawdziwie letni dzień!

Staram się korzystać z pięknej pogody,
ale do domu wpadam i wypadam, bo nie mogę się zdecydować czym się zająć: 
ogrodem czy wnętrzem, które trzeba "ogarnąć". 
I choć więcej mnie tu nie ma, niż jestem...




pozmieniam sobie coś ... czasem...


Czuję miętę...
I to nie tylko tą, którą posadziłam w ogrodzie,
ale kilka drobiazgów przypomina, że lato już w pełni!


Kwiaty stoją na metalowej tacy z ornamentem,
 którą udało mi się znaleźć na targu staroci.


Małe świeczniki z cyferkami są z Almi Decor.
A obiecałam sobie, że już więcej świeczników nie będzie!
Lniany obrus w delikatne miętowo - łososiowo -błękitne pasy to już kolejny z tych, które kupiłam w sh.
 Pokazałam już chyba wszystkie z pięciu :)


Miętowa świeca i ramka na zdjęcia....



A teraz zasłonki w pełnej krasie. Pisałam o nich w poprzednim poście.
Stanowią oprawę dla zieleni na zewnątrz, cieszę się jednak, że zimą zakryją brzydką pogodę :)



 Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim miłych wakacji, gdziekolwiek będziecie je spędzać...

marta



Wiosna, ach to ty!

Witam ciepło! Dzisiaj naprawdę poczułam wiosnę :) Z każdej wyprawy po zakupy przywożę kwiaty. Stokrotki, hiacynty, żonkile i oc...